W 1981 r. tygodnik "Antena" w dziale kurioza donosił, że "prokurator w Częstochowie kazał zamknąć niejakiego WN (inicjały zmienione) za to, że obalał socjalizm za pomocą ulotki i płotu" ("Antena" nr 35 z 1981 r.). Chodziło o Mariana Zembrzuskiego, który został aresztowany podczas rozklejania plakatów z karykaturą Breżniewa przedstawionego w postaci "niedźwiedzia".

W sierpniu tego roku Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich biło na alarm: "Trwa najsilniejsza od Sierpnia kampania dezinformacji. Telewizja, radio i część prasy jątrzą zamiast przedstawiać racje. Potępiają stanowisko partnera nie dopuszczonego do głosu" - czyli NSZZ "Solidarność". "Solidarność" miała

zamknięty dostęp do telewizji i radia.

Cenzura wycinała artykuły z tygodników związkowych, coraz częściej blokowała druk biuletynów "Solidarności" w państwowych drukarniach, dotknęło to także "Biuletyn Informacyjny Regionu Częstochowa". Związkowi pozostawała dyskusja na murach. Tymczasem każdy tydzień przynosił nowe przypadki aresztowań działaczy "Solidarności" i studentów z NZS za rozklejanie plakatów.

Wieczorem 15 sierpnia 1981 r., w święto Wniebowzięcia NMP, w okresie największego ruchu pielgrzymkowego na Jasną Górę, patrol milicyjny aresztował Mariana Zembrzuskiego niedaleko dworca kolejowego w Częstochowie. Tego dnia razem z Jerzym Burtanem rozklejał plakaty. J. Burtanowi udało się uciec, a Zembrzuski został z wiadrami z klejem i plakatami. Na jednych były napisy: "Rząd - rządzi, Partia - kieruje, Naród - głoduje", "Program rządu to głód", na innych rysunek, na którym dwie ręce - oznaczone swastyką oraz sierpem i młotem - rozrywały mapę Polski z datą 17 września 1939 r. Był i ten z "niedźwiedziem", któremu dodano stosowny cytat z osławionego listu KC komunistów sowieckich do KC PZPR.

Marian Zembrzuski miał wtedy 34 lata, miał rodzinę, dwójkę małych dzieci. Pracował w poligrafii Regionalnego Komitetu Założycielskiego (potem Zarządu Regionu NSZZ "Solidarność) od jesieni 1980 r. Drukował na powielaczu "Serwisy Informacyjne", plakaty, i jednocześnie rozlepiał te plakaty na mieście. Wcześniej pracował w Kombinacie Budowlanym - obsługiwał żurawie wieżowe. Poglądy miał radykalne, zaangażował się w Regionalny Komitet Obrony Więzionych za Przekonania.

Po 48 godzinach aresztu Marian Zembrzuski został zwolniony za poręczeniem Związku. Po miesiącu, 21 września, ok. godz. 11-tej w budynku Zarządu Regionu

zjawili się cywilni funkcjonariusze

Komendy Wojewódzkiej MO z wezwaniem M. Zembrzuskiego na przesłuchanie, po czym zabrali go czarną wołgą do komendy, skąd już nie powrócił.

W częstochowskiej "Solidarności" zawrzało. Związkowcy z Huty im. Bieruta, włókniarze z "Wełnopolu" i "Ceby", pracownicy Kombinatu Budowlanego, Kombinatu Budowy Maszyn "Częstochowa" w Kłobucku i innych zakładów słali do sądu protesty i ogłosili gotowość strajkową. Sam Zembrzuski podjął w areszcie głodówkę, która trwała do 26 września. Dopiero groźba strajku w Regionie spowodowała, że sąd uwolnił go 28 września.

Proces przed Sądem Wojewódzkim rozpoczął się w czwartek 15 października. Rozprawie przewodniczył sędzia Wacław Borowski, oskarżał prokurator Lech Książkiewicz. Obrony M. Zembrzuskiego podjęli się mec. Andrzej Kubas z Krakowa i mec. Grzegorz Kosiński z Częstochowy, dla którego był to pierwszy z wielu procesów politycznych (w stanie wojennym bronił działaczy częstochowskiej "Solidarności"). Prokurator oskarżył M. Zembrzuskiego, z pojemnych artykułów 133 i 283 kodeksu karnego, o szydzenie z ustroju i organów PRL, znieważenie przywódcy obcego państwa (w domyśle L. Breżniewa) i godzenie w sojusze za pomocą plakatów.

Zembrzuski stwierdził, że "tego dnia przenosił jedynie plakaty, klej i pędzel z Zarządu Regionu do Komisji Zakładowej PKP", plakatów nie znał i nie rozklejał ich. Zaprzeczył również jakoby miał zamiar znieważać przywódcę ZSRS oraz rząd, władze i sojusze PRL. Po przedstawieniu mu plakatu z "niedźwiedziem" powiedział: "Nie widzę tu podobieństwa do nikogo ze znanych mi osób". Świadkowie oskarżenia - SOK-ista i dwóch milicjantów

nie podtrzymali swoich wcześniejszych zeznań

i nie potwierdzili, że oskarżony naklejał okazane na rozprawie plakaty.

W drugiej części rozprawy, 16 listopada, sąd wysłuchał opinii biegłego - znanego rysownika i satyryka Szymona Kobylińskiego. "Bezradny jestem wobec problemu - mówił biegły - czy pokazany mi plakat może na przeciętnego obywatela Polski wywrzeć ujemne wrażenie i odebrać jako zniewagę przywódcy państwa radzieckiego. Istnieją przecież u nas przeciętni ludzie, na których antysowietyzm wywiera akurat wrażenie dodatnie, a nie ujemne. Satyra jest ze swej natury komentarzem, nie obelgą - podkreślał - a przedstawiony przykład karykatury, choć odbiega od stylu prasowego PRL, nie ma cech łamania prawa".

Prokurator zlekceważył opinię biegłego. Nazwał go "dowcipasem", zaś jego ocenę - "nową satyrą". Wniósł o wymierzenie oskarżonemu kary 2 lat więzienia. Obrońcy Zembrzuskiego uzasadniali, że brak jest formalnych podstaw do wymierzenia oskarżonemu jakiejkolwiek kary, a treść merytoryczna plakatów jest zgodna z sytuacją społeczno-polityczną w kraju. Mec. Kubas wykazał przy tym, że źródłem propagandy antyradzieckiej nie są zakwestionowane plakaty, lecz publikatory oficjalne, które straszą raz po raz, a to rozbiorami, a to nieustannym zagrożeniem interwencją.

W wydanym 18 listopada wyroku sąd uznał Mariana Zembrzuskiego winnym wszystkich zarzucanych mu czynów i skazał na karę roku więzienia z zawieszeniem na trzy lata i grzywnę 3 000 zł. W uzasadnieniu orzeczenia sędzia podkreślił "dużą społeczną szkodliwość czynu" oskarżonego i zaznaczył, że "sąd w Polsce ma za zadanie obronę i gwarantowanie socjalizmu".

25 listopada Komisja Zakładowa "Solidarności" Huty im. Bieruta wystosowała do Sejmu PRL

ostry protest przeciw wyrokowi.

"Pan Marian Zembrzuski ani nie rozpowszechniał plakatów wyszydzających ustrój PRL i jej naczelne organy, ani nie znieważał osób zajmujących w obcym państwie naczelne stanowiska, ani nie wymierzał ciosów w sojusz polsko-radziecki. Protestujemy przeciw nadgorliwości organów ścigania oraz n i e z a l e ż n e g o [tak w oryginale] sądownictwa przy jednoczesnym pozostawieniu przez ponad ćwierćwiecze na wolności morderców bezbronnych zrozpaczonych robotników z Poznania, czy przez ponad 10 lat winnych niczym nie usprawiedliwionego ludobójstwa na Wybrzeżu, czy aferzystów gospodarczych lat 70-tych". Zaprotestował też Zarząd Regionu: "W naszej opinii sąd narusza tym postanowieniem podstawowe obywatelskie prawo do wolności głoszenia swoich przekonań i poglądów. Podważa i tak nadwątlone zaufanie do instytucji sądownictwa w Polsce i jej niezawisłości".

Obie strony odwołały się od wyroku, a po roku Sąd Najwyższy potwierdził to orzeczenie. W stanie wojennym Marian Zembrzuski został na pół roku internowany. Od 1983 r. przebywa w Sacramento w USA.

Notatka w "Biuletynie Regionu Częstochowa" o pierwszym aresztowaniu M. Zembrzuskiego w sierpniu sąsiadowała z informacją, że Główny Urząd Ceł odmówił wydania nadesłanej z zagranicy maszyny poligraficznej przeznaczonej dla częstochowskiej "Solidarności". Maszyna ta umożliwiłaby wydawanie "Biuletynu" i innych druków związkowych bez ingerencji cenzury. Kiedy w początku grudnia 1981 r. maszyna dotarła wreszcie do Częstochowy, nie zdążyła rozpocząć pracy - 13 grudnia zomowcy, którzy wdarli się do siedziby Zarządu Regionu na ul. Kościuszki - rozbili ją w drobny mak.

Wojciech Rotarski